|
Powrót Do Domu
Jestem człowiekiem, który trzy lata spędził w więzieniach.
Jestem byłym
członkiem grupy przestępczej, na swojej drodze spotkałem Boga.
Dziś nowo narodzony - daję świadectwo obecności Jezusa Chrystusa , poprzez odwiedzanie
zakładów karnych , poprawczaków, składając świadectwo swojego życia i ostrzegając przed
konsekwencjami życia bez Jezusa .
Byłem gangsterem, wymuszałem haracze, odbierałem długi , handlowałem narkotykami.
Wstrząsające było, gdy zrozumiałem, iż kiedy Ja handlowałem
narkotykami , to na drugim końcu ktoś mógł zginąć i dotarło do mnie, to
że nie można kraść i rabować bezkarnie do końca życia.
Niezrozumiałe jest to, że choć brałem do ręki broń, w myślach wołałem
do Boga o opiekę nade mną.
Jednak nie to zdarzenie było bodźcem do zmiany mojego życia
.
Pochodzę z Rodziny świadomie wierzącej, stawiającej Boga i
Jezusa Chrystusa na pierwszym miejscu . Jestem, jednym z trzech synów i mam dwie
siostry. Wszyscy przechodzili różne etapy w swoim życiu i te dobre jaki i te złe, jednak nikt
nie pragną tak życia po za wszelką kontrolą rodziców jak Ja.
Kiedy w1995 roku po sprawie sądowej za uchylanie się od podjęcia
obowiązku służby wojskowej. Poszedłem do wojska i tam jak się okazało zostałem odkryty (przez
osoby które w późniejszym czasie okazały się kierownictwem grupy przestępczej) jako „świeża
krew”, byłem młody i chciwy jak wilk.
ŻYCIE na czyjś koszt trwało przez ok.12 lat w tym w grupie
przestępczej ok. 6 lat.
Zabawa , dziewczyny , narkotyki , kłamstwo ,obłuda –
codzienność.
Nie bałem się człowieka, a pomimo przestróg rodziców nie bałem
się nawet Boga .
Wszystko szło w kierunku coraz to brutalniejszych pomysłów.
Chcieliśmy pozyskać pieniądze i zapewnić sobie mocną pozycję w świecie przestępczym.
Zaczęliśmy nawet dopuszczać możliwość odbierania drugiemu człowiekowi życia w zamian za
pieniądze.
I wszystko to Gdyby nie…
Kiedy zostałem aresztowany w Koszalinie, a potem przetransportowany i zamknięty w Więzieniu w
Strzelcach Opolskich 2.
W pewnej chwili zawalił się świat człowieka, który myślał ze Świat
należy do niego !
Byłem nieźle zapowiadającym się gangsterem , miałem charyzmę,
siłę i odwagę czyli
walory, które są potrzebne, aby się przepychać w drodze do sukcesu
.
Kiedy zostałem aresztowany i osadzony ,nagle przypomniałem sobie,
że coś istnieje poza mną i zawołałem gorzko : Boże coś ty Mi zrobił za co ja tu
siedzę, nikogo nie zabiłem ! Nikogo nie zgwałciłem ! (Myślałem, że tyko tacy ludzie powinni
iść do więzienia ). To nie może być prawda ?! Gorzko płakałem – jak dziś to
pamiętam.
Wyłem i jęczałem - to wydarzenie pozostało w mojej pamięci
głęboko do dziś!
Leżałem w bardzo zimnej celi – izolatka w piwnicy - z której
ciepło z gorącego kaloryfera uciekało nieszczelnym oknem .Byłem obserwowany czy
nadaje się na oddział ” s ” czyli świrów, który mieścił się w tym Z.K.
Byłem wyczerpany po 72 godzinach aresztowania i czasem przesłuchiwań,
myślami o zemście na Sędzi, który orzekł trzy m-ce sankcji, o tych przez których siedzę
i o tym co pozostawiłem na wolności – co z moją narzeczoną. Byłem tak wyczerpany i zły na
cały świat i Boga, że wydaje mi się, iż zemdlałem.
Tak zaczął się „okres dojrzewania” w więzieniu. Po około tygodniu
zamknięcia zaczęły nachodzić mnie pierwsze myśli samobójcze, potem leki psychotropowe na
odreagowanie.
Szok ! Kiedy dziś wspominam to wszystko!
W czasie odsiadywania, miało miejsce kilka sytuacji.
Rodzice, a w
szczególności MAMA zachęcali mnie do porozmawiania z Jezusem
Chrystusem
na temat mojej sytuacji.
Gdy po raz pierwszy usłyszałem o Jezusie od mojej Mamy pomyślałem -
niech sobie pogada, ma swoje przekonania i tyle! Jednak Ona nie
odpuszczała. Kiedy po raz kolejny powiedziała, abym powierzył swoje życie Bogu ,
bo już NIKT, nawet adwokat, nie jest wstanie mi pomóc
( bo zapierałem się że jestem niewinny ) i że spadłem na samo
DNO.
Kolejną rzeczą jaką MAMA zrobiła, to przysłała mi Pismo Święte.
Zaczęło się coś do mnie przedzierać. To niesamowita Kobieta, która przeszła
wielkie „tornado” w swoim życiu
związane z moja osobą. Pomimo to, że karciła i tłumaczyła, nie zdołała
zapanować w żaden sposób nade mną. Przy tym wszystkim była Konsekwentna, przez wiarę w
Chrystusa, i choć ciężko dotknięta, jednak walczyła i zanosiła w MODLITWACH moje życie przed
Boży Tron -Wytrwałość , wytrwałość!
Na dobre proces mojego nawrócenia rozpoczął się, gdy po ok. 9
miesiącach aresztu, dowiedziałem się na jednym z przesłuchań od prokuratora, że wyrok
wyniesie w okolicy 10-12lat. Adwokat potwierdził mi te słowa . Był to moment, kiedy
wróciłem do celi i powiedziałem: Boże jeśli istniejesz, daj żebym Cię mógł poznać- zmień coś
w moim życiu. Przecież nie mogę tak skończyć! Myślałem, że zwariuję!
Jeszcze bardziej chciałem popełnić samobójstwo – nie
wiedziałem co mam zrobić
i co tak naprawdę jest Prawdą ?
Chodziłem już wcześnie do lekarzy więziennych, ze swoimi
problemami psychicznymi, jak większość osadzonych. Dawki leków powiększyły się, po
informacji o możliwym wyroku. Lekarze zwracali uwagę na możliwość lekomanii, nie zdawałem
sobie sprawy ze skutków nadmiernego zażywania tabletek . Myśli i plany samobójcze,
które nachodziły mnie spowodowały, że zostałem , odizolowany na jakiś czas od innych
więźniów. Zacząłem się modlić i wołać do Boga ,
którego tak naprawdę nie znałem , ale o którym SŁYSZAŁEM !
Trafiłem do dwu-osobowej celi, pomieszczenia izolowanego. Wówczas coś zaczęło się dziać w moim
sercu. Cisza jaka ogarniała moje serce, była lecznicza dla mojej duszy.
TYLE myśli !!!!! Przyznać się ? Czy nie ? Co zyskam ? Co stracę
?
Ból wewnętrzny był straszny. Z jednej strony złagodzenie
wyroku, a z drugiej zemsta -gdy się przyznam- osób biorących udział w grupie
przestępczej.
Mówiłem do Boga: czemu mam takie myśli ? Czemu chcesz mojej zguby
przecież zabiją mnie, z zemsty gdy się przyznam ! To była walka, ale nie Moja – wiem, że
Jezus przebijał się przez moje JA .
W końcu wstałem po kolejnej ciężkiej nocy i wiedziałem, że muszę Coś
powiedzieć Temu, który mnie wsadził do więzienia- Bogu . -Boże nie wiem jak to
załatwisz , wiem, że powinienem się przyznać, a jednak jeśliby to ode mnie zależało,
nigdy bym tego nie zrobił ! Wsadziłeś mnie do więzienia, więc jeśli się przyznam TO TY masz
mnie chronić przed zemstą moich ziomków. Boję się, tylko Ty wiesz jak BARDZO …
Czy Ty, to w ogóle słyszysz ?! (Często w ukryciu płakałem, jak
większość tych którzy siedzą w więzieniach) Nie trwało to dłużej jak dwie, trzy godziny,
oddziałowy uderzył w furtę i kazał się szykować -wyjazd na przesłuchanie . Czułem strach !
Przypomniałem sobie, o co rano żaliłem się i prosiłem Boga... A tu kolejne
przesłuchanie. Czyż by to była odpowiedź ? Tak Szybko
? To On istnieje ?
Miałem mętlik w głowie, pomyślałem: nie widać Boga, a
jednak czuję, że istnieje.
W czasie przesłuchania przyznałem się do zarzucanych mi
czynów – myśli wariowały mi w głowie – zacząłem niektóre rzeczy ukrywać dla
bezpieczeństwa. Myślałem, że nie wiedzą o wszystkim. W czasie przesłuchania prokurator zaczął
zarzucać mi matactwo w zeznaniach. Wiedzieli więcej niż mi się wydawało. Trwało to ok. 3 dni.
Walka była nieziemska. Czułem, że się przyznaję, a jednocześnie kłamię. Co
robiććć!!! Pytam Wielki Boże ? Co robić !?
Ponownie przerwałem przesłuchanie i powiedziałem, że nie mam nic do
powiedzenia. Wiedziałem, że im więcej mataczę w zeznaniach, to tym bardziej się
pogrążam.
Wiedziałem, że mam wiele do stracenia. Moja narzeczona była siostrą
mojego Bossa. Mieliśmy się pobierać, byliśmy po zaręczynach. W
międzyczasie dochodziły mnie słuchy, że mnie zdradzała i przyjeżdża do mnie dla pozorów.
Kolejne osoby przekazywały mi wiadomości, nawet rodzina, ale nie chciałem im wierzyć
!
Boże –modliłem się- jak Ty to sobie wyobrażasz ? Nie rozumiem
tego wszystkiego, co dzieje się wokół mnie. Po ok. dwóch tygodniach dowiedziałem się, że
faktycznie jest
już z kimś innym i jest z nim w ciąży. To był szok. Jak to?
Kobieta może MNIE zdradzić?!! Znienawidziłem ją . To było straszne. Uderzyło w moją męską
dumę . Wyrzucałem Ją z mojego serca.
Po dwóch dniach zacząłem myśleć o swoim życiu. Co zrobić? Czy
jest możliwe zacząć od nowa? Jeśli wyjdę na wolność to co się stanie ze mną. Jeśli mnie
nie zabiją, to co będę robił ? Nie za bardzo umiem pracować. Całe życie mi się udawało
„ślizgać”.
-Boże- mówiłem -przecież ja nic nie umiem. Z zawodu jestem kucharzem,
czeladnikiem, ale bez żadnej praktyki. Wydawało mi się wielokrotnie, że to wszystko co
wokół mnie się dzieje to jakiś sen , kawał –dziwne uczucie. Bóg dał mi szczególną wrażliwość
na moje życie, pokazał mi kim byłem i jaki świat mnie otacza.
Kiedy trafiasz za kratki w ponad 80 % wszyscy koledzy, dziewczyny,
konkubiny, a nawet żony, opuszczają Cię, nawet paczki nie ma kto wysłać. Byłem przekonany, że
żyłem pomimo złych rzeczy w świecie realnego sukcesu, że jak nie ukradnę to będę musiał
harować jak moja Mama.
Bóg pokazał mi, że choć w więzieniu mówi się o szacunku
dla rodziny, to w większości, więźniowie mają postawione zarzuty o znęcanie się nad
żonami , konkubinami czy dziewczynami, a niekiedy i dziećmi. Zobaczyłem kłamstwo. Nawet
najlepsi złodzieje i kombinatorzy , którzy siedzieli ze mną, opowiadali o sobie, a nawet
mieli dokumenty potwierdzające to, że posiadali dużo pieniędzy na wolności. W czasie
odsiadywania wyroku okazywało się, że to co mieli, już nie jest ich, i prosili o
papierosy, kawę, herbatę i inne rzeczy osób z celi. Potrafili mimo to, dalej okłamywać
innych, że są nieźli i wiele warci, a jak im pomożesz to gdy wyjdą,
odwdzięczą się – niepojęte , niepojęte !? (po wyjściu w 99
% zapomina się o tym co obiecałeś innym)
Niesamowitą rzeczą jest, że człowiek z taką łatwością oszukuje
sam siebie i innych.
W 95 % pozostają tylko matki osadzonych -Niestrudzone
Wojowniczki- które przychodzą
odwiedzać swoich synów.
Okazało się, że gangsterka to wielka klapa. Czy ktoś był wielki,
czy mały, takie same dno przechodził.
Gdy zacząłem analizować moje życie, wtedy właśnie „otworzyły się moje
oczy” na wiele spraw.
Czas płyną, nie miałem spokoju, kolejne osoby zeznawały na moją
niekorzyść… Sznur zaciskał się coraz bardziej na mojej szyi, dusiłem się z niemocy.
Postanowiłem jeszcze raz powiedzieć ” Boże jeśli faktycznie istniejesz to musisz się mną
zaopiekować jak się przyznam. ”
Kolejny raz po trzech godzinach od wypowiedzianych słów, przyjechał do
Z.K. transport C.B.Ś. na przesłuchanie. Kiedy się przyznałem czułem, że spadła ze mnie TONA
win. Nie znałem wcześniej takiego uczucia. Bóg uwolnił mnie wtedy od zatwardziałości
serca . Byłem tak naprawdę wolny !!! Bałem się, ale i radość mnie ogarniała z wolności
jaką poczułem. Od tego momentu rozpoczęła się przemiana w moim życiu. Wracając z
przesłuchania wiele jeszcze nie rozumiałem . Żądałem od Boga wypuszczenia mnie natychmiast na
wolność - zacząłem stawiać Bogu warunki !
Tak pojmowałem swoja sprawiedliwość – wolność- w zamian za przyznanie
się do zarzucanych mi czynów. Kiedy okazało się, że tak nie jest, znów obwiniałem Boga, za
to, że zmusił mnie do czegoś czego nie chciałem, a po za tym On jest
niewdzięczny. Miałem ból w sercu, bo nie spełnił moich oczekiwań (zacząłem mieć problemy z
powodu przyznania się do winy).
Jednak po jakimś czasie sięgnąłem po Pismo Święte. Pomyślałem,
że wypadało by Je chociaż raz przeczytać. Mój kontakt z Bogiem, polegał na zadawaniu pytań,
żaleniu się i kłóceniu się z rzeczywistością. Jednak nie wszystko rozumiałem, a mimo wszystko
czułem obecność kogoś, kogo nazywałem Bogiem.
Po przeczytaniu pierwszych słów z Biblii z Ksiąg Starego Testamentu ,
przypominały mi się dni, kiedy rodzice opowiadali mi o Bogu. On wszystko stworzył: Raj, a w
nim Adama i Ewę; Kaina i Abla- pierwsza niepotrzebna śmierć; o królach, których Bóg
namaszczał, a jednak się mu sprzeciwiali; o Prorokach i Sługach Bożych. Niesamowite jest to,
że gdy czytałem Biblię po raz pierwszy utożsamiałem się z tym i Bóg otwierał mi oczy na
zrozumienie tego, w tak prosty sposób. Kiedy odkrywałem Nowy Testament, Ewangelie, to sam nie
wiedziałem co myśleć – zacząłem chodzić na mszę do Kaplicy Rzymskiej, tam przyglądałem się
wszystkiemu. Gdy odbywałem karę nie słyszałem o innych spotkaniach wspólnot chrześcijańskich
w więzieniu. To było niesamowite gdy byłem ogarnięty takim spokojem, miłością do wszystkich
którzy mnie otaczali, potrafiłem nawet tłumaczyć innym więźniom, że człowiek oskarżony o
pedofilię nadal jest człowiekiem. Przestałem mieć pretensje do Boga o mój przedłużający
się pobyt w więzieniu. Było mi przykro i często kiedy zostawałem w samotności płakałem
i wylewałem Mu moje troski . Czułem, że mam coś nie załatwionego z Bogiem i pewnego wieczoru
skłoniłem głowę pod poduszkę zamknąłem oczy i wołałem: Boże wybacz mi, że tak długo opieram
się, ale to wszystko co mnie spotkało i to co czytam w Biblii to niesamowite
rzeczy...
To zbyt wiele dla mnie- przekonaj mnie o tym wszystkim
Boże.
Ponownie mój umysł się rozjaśniał, moje życie i to co
robiłem, to gdzie się znalazłem. Doszedłem do wniosku, że miałem nie przebaczenie w swoim
sercu. Nienawidziłem swojej byłej narzeczonej, kolegów przez których tu jestem, policję,
prokuratorów – to niesamowite, kiedy wszystko staje człowiekowi przed oczyma i jak by we śnie
, a jednak na jawie.Boże zabierz ode mnie nienawiść!- wolałem… i Zabrał
!!!
Przypomniałem sobie, czytając Ewangelię o modlitwie „Ojcze Nasz”, którą wspólnie z rodzicami
modliliśmy się, kiedy byłem małym chłopcem. Po pewnym czasie zawołałem: Boże jeśli jesteś i Jezus
to ten Któremu Mam Zaufać , to ja chce żebyś zamieszkał w moim życiu i zmieniał je.
Amen.
Ludzie zaczęli zauważać moją zmianę. Zacząłem częściej
czytać Biblię i opowiadałem innym o Bogu i o tym czego doświadczam w moim sercu. Przybywało
mi kłopotów, cele miałem coraz gorsze w coraz większym zagęszczeniu, coraz więcej zagrywek
poniżej pasa. Sumienie się włączało, oddać –pocisnąć – Boże jak ciężko. Wrzucili mnie
do celi z bezdomnym –tak był przesiąknięty smrodem, grzybica i nie
chciał się kąpać. O mało nie pobiliśmy się. Miałem w sercu
wielki strach przed Bogiem, że On to widzi.
Podchodząc do bezdomnego by go przeprosić, słyszałem w sercu: Po
co ty do niego idziesz? Nikt tego nie słyszał, to było tylko miedzy nami, taki wyraźny
szept… Nie doświadczyłem nigdy czegoś takiego… Chyba wtedy zdałem sobie sprawę z obecności
wokół mnie Szatana. Kolejne pytania: Boże co on może ? Pomóż mi ! Ale w końcu
powiedziałem: Przepraszam za to, że tak postąpiłem.
Wstydziłem się, że zniżam się do takich przeprosin, ale jednocześnie
byłem z siebie dumny.
Ponad półtora roku minęło, od momentu zbliżenia się do Boga, do
momentu wyjścia na wolność. W czasie tego okresu, wyprosiłem Go o żonę , mówiłem Mu, że muszę
mieć żonę taką, która będzie bardziej wierząca ode mnie. Jeśli ja upadnę, to ona mam mnie
podnieść. Modliłem się o pracę i wiarygodność przed rodziną . To kolejna
rzecz u kombinatorów i przestępców, że reguły się nie liczą, bo gdy kasy brakuje to okrada
się bliskich,
a potem nie ma się jak zwrócić do nich o
pomoc.
Dziś wiem, że to nie Bóg mnie wtrącił do więzienia, lecz
doprowadziła do tego moja żądza i chciwość. Wiem jednak, że Bóg dał mi łaskę w Jezusie
Chrystusie i wiem, że była to moja ostania szansa.
Czuję to. Mam pewność, że wieloma sposobami Bóg mnie ostrzegał:
gdy do mnie strzelano, gdy miałem wypadki po pijanemu, gdy chcieli się na mnie mścić i
szukali sposobu, aby i mnie „wywieść do lasu”. Kto wie, jakby się to wszystko skończyło? Dziś
nie mogę się temu nadziwić i dość nadziękować ! Otrzymałem łagodniejszy wyrok 4
lata i sześć m-cy. Potem była jeszcze apelacja
i w końcu zaliczono mi w sumie po trzech latach możliwość
wokandy , resztę wyroku zawiesili na 5lat i mogłem opuścić mury więzienia. W miedzy
czasie siedziałem w Z.K. w Brzegu, a końcówkę kary odbywałem w Opolu .
Moja historia życia w świecie przestępczym, jest zbyt trudna i brudna,
żeby ją przypominać i wyciągać na papier. Pokazać pragnę moją walkę z niemocą, lenistwem,
tchórzostwem, okłamywaniem samego siebie ! Zwrócić pragnę uwagę dorosłych, obecnych rodziców
i przyszłych, bowiem nikogo nie minie podejmowanie właściwych decyzji co do dzieci. Jeśli
rodzić zaniecha wychowania dziecka to nie jest zwolniony z odpowiedzialności. Jeśli ktoś
uważa, że jego dzieci nie doświadczą takich lub podobnych sytuacji, dlatego, że jest
wierzący, to jest w błędzie. „Ten jest kuszony najskuteczniej, kto myśli, że nie jest
kuszony wcale.”
Historia ta, ma być świadectwem tego, że rodzice, którzy mają podobne
problemy w życiu z dziećmi powinni się modlić i nie tracić nadziei do końca
!
Jak dziś wygląda Moje życie ?
Nie jestem już przestępcą. 17.10.2004 roku. przyjąłem chrzest wiary. Jestem członkiem Kościoła
Chrystusowego w Koszalinie. 01.05.2005 roku. Ożeniłem się i mam wspaniałą żonę. Kiedy to piszę
spodziewamy się za ok. trzy tygodnie naszego dziecka, naszą pierwszą ciąże żona poroniła.
Pracuje jako montażysta karniszy, rolet, żaluzji. Rodzina przyjęła mnie jak Ojciec z przypowieści
o marnotrawnym synu .
Należę od ponad 2lat do Międzynarodowego Stowarzyszenia Gedeonitów-
oddział Koszalin, Stowarzyszenia mającego na celu popularyzację Pisma Świętego.
Po wyjściu z więzienia nadal paliłem papierosy. Zwracając się z tym do
Jezusa powiedziałem: wiesz, że gdyby to ode mnie zależało to nie rzucił bym palenia.
Powiedziałem Boże jeśli się to Tobie nie podobna to proszę zabierz ten nałóg, tak, by więcej
nie wrócił –mijają prawie cztery lata i wydaję mi się jakbym nigdy nie palił. Uwolnił Bóg
mnie również od narkotyków i wszeteczeństwa . Uczę się każdego dnia, upadam jak
człowiek , doświadczam wielu rzeczy. Jest jednak coś co mnie bardzo mocno trzyma w więzi z
Chrystusem, słowo zapisane w
Mateusza 18:6 Kto zaś zgorszy jednego z tych małych,
którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i
utopiono go w głębi morza.
Łukasza 17:1 I rzekł do uczniów swoich: Nie podobna, by
zgorszenia nie przyszły,
lecz biada temu, przez którego przychodzą.
Słowa Jezusa dotknęły mnie o tyle, na ile doświadczyłem życia i
poznałem człowieka. Każdego dnia proszę Ojca w Niebie, aby chronił mnie kiedy upadnę i aby
zakrył oczy tych, którzy mogliby być zgorszeni moim czynem, zachowaniem, czy słowem. Nie chcę
być zgorszeniem dla innych!
Postanowiłem wskazywać innym więźniom kierunek , służyć im
swoim doświadczeniem , mówić o Bogu, który wyzwala. Czasem zapraszany jestem do
zakładów penitencjarnych gdzie wspomagam proces resocjalizacji poprzez duszpasterstwo.
Prowadzę stałą służbę duszpasterską z młodzieżą 15-21lat w Poprawczaku (MoAs) w
Koszalinie. Niesamowite jak Bóg potrafi wykorzystać potencjał doświadczeń.
Czasami odwiedzam okoliczne więzienia: Z.K. Bowid w Koszalinie ,
Starym Borne koło Koszalina ,Opatówek koło Bobolic , Dobrowo pod Tychowem. W tych działaniach
pomagają mi przyjaciele z różnych krańców Polski – którzy tak jak ja, w Więzieniu oddali
swoje życie Jezusowi . Osoby, które wspierają moje przedsięwzięcia finansowo i w modlitwach.
Jestem dobrze przyjmowany przez osadzonych, rozumieją mnie. Przecież byłem jednym z nich.
Mówię do nich zrozumiałym przez nich językiem. Moim celem jest zwrócenie oczu, osób
odsiadujących wyroki, na Boga. Przekonanie ich, aby zaufali Bogu przez Jezusa
Chrystusa.
To jest mój cel .Robię to poprzez koncerty zespołów chrześcijańskich ,
zapraszam osoby z przeszłością więzienną, które oddały swoje życie Bogu. W trakcie takich
spotkań możemy wymieniać się doświadczeniami, i tym co się zmieniło w ich życiu i w ich
małżeństwach. Wiem, że służba ta Bogu się podoba i „ chcę,
aby pozostały czas doczesnego życia poświęcić już nie
ludzkim pożądliwością , lecz woli Bożej ” 1 Piotra 4:2
Wiem, że teraz jestem spakowany i gotowy na Przyjście mojego Pana i
Zbawiciela Jezusa
Chrystusa
75-455 Koszalin 13, Skrytka pocztowa 25 ,
daniel@eweb.pl
|