|
W lipcu 2007 podczas badania USG dowiedziałam się, że mam w prawej piersi guz o
średnicy 2cm., który I jest podejrzany onkologiczne. Lekarka skierowała mnie na biopsję do Krakowa.
To był szok. Wyszłam z gabinetu i byłam załamana. Myślałam, że to koniec. Czułam się bezsilna i
bezradna. Nawet nie mogłam się modlić. W domu dostałam sms-a od brata, którego wcześnie
powiadomiłam o wszystkim. W tej chwili nie pamiętam treści tego sms-a, ale to było słowo od Boga.
Słowo zachęty. Poczułam dotknięcie Boże. Wiedziałam, ze tylko On może mi pomóc. Wzięłam do ręki
Biblię. Wersety o Jego miłości wyskakiwały mi z Biblii. Pan cały czas mówił mi abym mu zaufała, że
jest ochroną mojego życia. Zaczęła się rodzić w moim sercu pewność, że będę żyła. Widziałam w duchu
drogę na końcu, której nie było śmierci. Bóg kierował do mnie dużo Słowa o tym, że nie będę
zawstydzona, że Anioł Pański zakłada wokół mnie obóz. Dał mi też słowo o tym, że ludzie biegli w
swoim zawodzie mogą być na służbie u królów a nie u ludzi podłych. Przyjęłam to słowo, ale nie
wiedziałam dlaczego Bóg je do mnie kieruje. Wkrótce miało się okazać dlaczego.
Bardzo nie chciałam jechać na Klinikę do
Krakowa. Odwlekałam wyjazd jak mogłam, ale czas miał tutaj ogromne znaczenie. Wiedziałam, że nie
mogę czekać. I Pan tak sprawił, że dowiedziałam się o lekarzu, który przyjeżdża do Zakopanego i
wykonuje biopsję. Zadzwoniłam do niego, powiedziałam o moim problemie i umówiłam się za dwa dni na
pobranie materiału do badania. Cały czas modliłam się i pościłam, w sercu miałam pokój. Niestety
wynik z bipsji nie był dobry. Lekarz u którego byłam skierował mnie do Kliniki Onkologicznej w
Gliwicach. Zadzwonił do jednego z lekarzy, którzy tam pracowali i umówił mnie na wizytę. Byłam mu
bardzo wdzięczna, ponieważ rozwiązał się mój problem z podjęciem leczenia w Krakowie. Ten lekarz
nie był na służbie u ludzi podłych. Słowo Boże się wypełniło. Potem też na mojej drodze stawali
ludzie biegli w swoim zawodzie, którzy byli mi bardzo przychylni. W międzyczasie skontaktowaliśmy
się z kilkoma społecznościami chrześcijańskimi i poprosiliśmy o modlitwę. Sama też z mężem i
kilkoma siostrami i braćmi z Kościoła modliłam się, aby Bóg mnie dotknął i uzdrowił, aby guz znikł.
Ale tak się nie stało. W Psalmie 27 Pan powiedział, że jest moją światłością i zbawieniem, jest
ochroną życia mego, kogóż mam się lękać, ale też powiedział o walce jaką mam stoczyć. Nie chciałam
się z tym pogodzić. Przed oczyma malował mi się obraz amputacji piersi, uciążliwości związanych z
chemioterapią, brak włosów. Nie chciałam tego , ale Bóg zapewniał mnie, że zwycięstwo należy do
mnie, tylko mam mu ufać.
Podczas wizyty w Gliwicach lekarz z którym
byłam umówiona zakwalifikował mnie do tzw. zabiegu oszczędzającego czyli wycięcia guza z szerokim
marginesem, zlecił wykonanie dodatkowych badań i ustalił termin przyjęcia do szpitala. Niestety nie
mógł mnie operować, ponieważ w tym czasie miał urlop. Poprosił swoją koleżankę, aby mną się
zaopiekowała. Później dowiedziałam się, że to bardzo dobra specjalistka, modliłam się aby i ono
była na służbie u Króla. Do czasu zabiegu tylko w obecności Bożej dobrze się czułam, cały czas
słuchałam kazań, czytałam Słowo, modliłam się i pościłam. Przestałam oglądać telewizję, nie
szukałam też informacji na temat swojej choroby. Odcięłam się od tego. Postanowiłam całkowicie
zaufać Panu i Jego słowu. W czasie postu Pan mnie oczyszczał, pokazywał co mam jeszcze wyprostować
w swoim życiu, aby mu się podobać. Był to cudowny czas z Panem. W moim sercu rosła pewność, że
choroba to dzieło diabelskie, którego nie mogę akceptować w swoim życiu. Wiedziałam, że Bóg nie
chce abym chorowała. Po to posłał swojego Syna na ziemię, aby wziął na Siebie nie tylko moje
grzechy, ale również choroby. Miałam przed oczyma obraz Jezusa na krzyżu, na którym była też moja
choroba. Przestałam mieć wątpliwości czy Bożą wolą jest to abym chorowała czy też nie. Ja
wiedziałam, wiedziałam ponad wszelką wątpliwość, że On chce dla mnie zdrowia. Nikt mi tego nie mógł
skraść. Wiedziałam, że będę zdrowa i jest to tylko kwestią czasu. Dzięki łasce Bożej i poznaniu
jakie dał mi Pan , mogłam też pokonać strach przed zabiegiem i przed śmiercią. Kiedy przychodziły
złe myśli, nie zgadzałam się na nie, nie akceptowałam ich, nie rozwijałam ich. Odpierałam atak
słowem Bożym. I one odchodziły.
Następna Strona
|